Po 21 latach Rajd Polski wraca na asfaltowe odcinki specjalne. Niemal równie długo polscy kibice czekali kiedyś na zwycięstwo krajowej załogi w tej imprezie. Tamto oczekiwanie zakończyło się dokładnie 30 lat temu – 8 czerwca 1996 roku Krzysztof Hołowczyc i Maciej Wisławski wygrali 53. Rajd Polski, pokonując po pasjonującym pojedynku Dietera Deppinga i Freda Berßena. Po przeszło 320 km ścigania triumfowali z przewagą zaledwie 12 sekund. Zwycięstwo w rundzie mistrzostw Europy było jednocześnie jednym z najważniejszych momentów sezonu RSMP 1996, w którym Hołowczyc i Wisławski zdobyli swój drugi wspólny tytuł mistrzów Polski.
W sezonie 2026 Rajd Polski ponownie łączy dwa światy. Będzie czwartą rundą FIA Rajdowych Mistrzostw Europy i czwartą rundą KIQ Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Dla krajowej czołówki start w polskiej rundzie europejskiego czempionatu od lat oznacza coś więcej niż walkę o punkty w mistrzostwach Polski. To także „okno na świat” – możliwość bezpośredniego porównania tempa z zawodnikami rywalizującymi o mistrzostwo Europy. Tak będzie w tym roku. Tak było również 30 lat temu, gdy do Wrocławia przyjechała mocna, międzynarodowa obsada.
– Pamiętam, jaka była euforia na mecie, kiedy my po 20 latach wygraliśmy Rajd Polski. To była śmiertelna walka z Dieterem Deppingiem, walka na sekundy do końca, do ostatniego odcinka specjalnego. Kiedy wygraliśmy, sami z Maćkiem nie wierzyliśmy, że to się stało – wspomina dziś Krzysztof Hołowczyc, trzykrotnie najlepszy w Rajdzie Polski (1996, 1998, 2005).

7272 dni czekania
Przed triumfem Hołowczyca i Wisławskiego ostatnimi polskimi zwycięzcami Rajdu Polski byli Andrzej Jaroszewicz i Ryszard Żyszkowski, którzy wygrali tę imprezę w 1976 roku, jadąc Lancią Stratos HF. Od tamtego sukcesu do mety Rajdu Polski 1996 minęły 7272 dni – niemal 20 lat. Dla polskich kibiców było to oczekiwanie wyjątkowo długie, bo Rajd Polski od zawsze miał w krajowym sporcie motorowym szczególne znaczenie.
Edycja 1996 była tym bardziej symboliczna, że przypadła 75 lat po pierwszym Rajdzie Polski, rozegranym w 1921 roku. Do tego Hołowczyc przystępował do sezonu jako obrońca tytułu mistrza Polski. Rajd Polski był czwartą rundą RSMP 1996 i czwartym z pięciu kolejnych zwycięstw załogi Hołowczyc/Wisławski na początku sezonu. Wygrana we Wrocławiu miała więc podwójny ciężar – była przełamaniem w najważniejszym krajowym rajdzie i kolejnym krokiem do obrony mistrzostwa Polski.
Jubileuszowy Rajd Polski na dolnośląskich asfaltach
53. Rajd Polski rozegrano w dniach 6–8 czerwca 1996 roku. Bazą zawodów był Wrocław, a rywalizację otworzył 2-kilometrowy prolog wokół Wzgórza Andersa – sztucznego wzniesienia na osiedlu Huby, usypanego po II wojnie światowej z gruzów zburzonego miasta.
Cały rajd liczył 795 km, z czego 323,53 km stanowił łączny dystans 20 odcinków specjalnych. Piątek, 7 czerwca, był prawdziwym maratonem – 12 oesów i 201,32 km jazdy na czas. Finałowy dzień, 8 czerwca, to kolejne 7 prób i 120,21 km ścigania. Wystartowało 67 załóg, a na mecie sklasyfikowano 31 duetów.
Rajd odbywał się przy słonecznej, upalnej pogodzie. Nie było deszczowej loterii ani nagłych zmian warunków. O wyniku decydowały tempo, odporność na presję, przygotowanie samochodów i precyzja jazdy na klasycznych asfaltowych oesach Dolnego Śląska.

Niemiec może narozrabiać
Lista faworytów była długa. Enrico Bertone przyjechał do Polski jako urzędujący mistrz Europy i zwycięzca Rajdu Polski 1995. Yves Loubet, mistrz Europy z 1989 roku, miał za sobą bogate doświadczenie i sukcesy w mistrzostwach świata. Dieter Depping był trzykrotnym mistrzem Niemiec, dwukrotnym wicemistrzem Europy.
Hołowczyc i Wisławski startowali Toyotą Celica 4WD. Depping i Berßen jechali Fordem Escortem RS Cosworth – wówczas jednym z najbardziej konkurencyjnych i udanych samochodów grupy A. Ten pojedynek – Toyota kontra Ford, polska załoga kontra jeden z najmocniejszych europejskich rywali – szybko stał się główną historią rajdu.
Już po prologu Jacek Bartoś, dyrektor rajdu, trafnie przewidywał, że kibice mogą zobaczyć coś wyjątkowego. – Będzie to bardzo ciekawa walka sportowa. Mam nadzieję, że kibice obejrzą coś naprawdę ekstra. Mamy najlepsze załogi, walczące o mistrzostwo Europy. Mam nadzieję, że w końcu polska załoga – po długich latach nieobecności na pierwszym miejscu – stanie na najwyższym stopniu podium. Myślę, że głównym konkurentem Hołowczyca może nie będzie Enrico Bertone, lecz Dieter Depping. Jest to naprawdę szybki, lecz trochę niedoceniany zawodnik. Jeżeli pojedzie tak, jak normalnie jeździ, to może nam tu narozrabiać – oceniał Bartoś. Jak się wkrótce okazało, były to prorocze słowa.
Nerwowa jazda, wygrany prolog
Hołowczyc rozpoczął rajd od zwycięstwa na wrocławskim prologu, ale nawet najlepszy czas nie dawał mu pełnego zadowolenia. Po OS1 mówił, że jazda nie była taka, jakiej oczekiwał.
– Może to śmiesznie zabrzmi, ale jestem niezadowolony. Moja jazda była „kanciasta”, ciężka, nie wiedziałem, co się dzieje z samochodem. Wydawało mi się, że było to kwestią zmian i nowych części w układzie przeniesienia napędu, ale później okazało się, że przednie koła miały zbyt dużą rozbieżność i stąd ta moja „dzika” jazda. Cieszę się z niezłego czasu, ale uważam, że zawsze można pojechać odrobinę szybciej – mówił Hołowczyc.
To był pierwszy sygnał, że zwycięstwo nie przyjdzie łatwo. Depping wygrał dwa pierwsze dłuższe odcinki – Sobótka–Sulistrowiczki i Rościszów–Lubachów – ale Hołowczyc odpowiedział na OS4 Jodłownik–Srebrna Góra i odzyskał prowadzenie. Od tego momentu rajd zamienił się w wymianę ciosów liczonych w pojedynczych sekundach.
Po OS5 Żdanów–Młynów Hołowczyc nie ukrywał, że jedzie na granicy możliwości.
– No bardzo ciężko. Ja już szybciej nie potrafię. Jadę naprawdę swoim najlepszym tempem. Efekty są na samochodzie. Czasami zabraknie z 20 centymetrów, żeby zmieścić w zakręcie „ogon” auta. Czuję jednak, że Depping też robi wszystko już ze swoim autem – relacjonował.
Niemiec odpowiadał spokojnie, ale zapowiadał atak. – Uważam, że mogę pojechać trochę szybciej. Jest bardzo gorąco, co nie jest dobre dla samochodu. Po południu zaatakuję – mówił Depping.
Jedna sekunda po ponad 200 kilometrach
Piątkowy etap był pokazem niezwykłej intensywności. Hołowczyc i Depping wyraźnie odjechali reszcie stawki. Bertone, jeden z głównych faworytów, odpadł z rywalizacji na OS12 Ludwikowice–Kamionki. Rozbił Forda Escorta RS Cosworth na słupie elektrycznym, powodując przerwy w dostawie prądu w okolicznych wsiach. Załodze nic się nie stało, ale urzędujący mistrz Europy stracił szanse na walkę o zwycięstwo.
Po tym samym odcinku Hołowczyc najkrócej i najtrafniej opisał charakter całego rajdu. – Cały czas tniemy się o sekundy z Deppingiem. Co oes, on dwie, my dwie – mówił na mecie dwunastej próby.
Po piątkowym etapie, po 13 odcinkach i 203,32 km jazdy na czas, Hołowczyc miał nad Deppingiem zaledwie jedną sekundę przewagi. W tamtych czasach pomiar w rajdzie prowadzono z dokładnością do pełnej sekundy, więc była to najmniejsza możliwa różnica widoczna w klasyfikacji. Jeszcze w trakcie piątkowej rywalizacji Niemiec zapowiadał, że nie zamierza odpuszczać. – Na ten moment Hołowczyc jest jakieś 9 sekund przede mną, ale jutro na pewno pojadę na 100 procent i zobaczymy – może wygram – mówił kierowca z Hanoweru.
Rościszów–Lubachów – odcinek prawdy
Finałowy dzień rozpoczął się dokładnie tak, jak zapowiadał Depping. Niemiec wygrał próbę Sobótka–Sulistrowiczki i objął prowadzenie – także o jedną sekundę. O zwycięstwie zdecydował OS15 Rościszów–Lubachów, jeden z klasyków Rajdu Polski.
Dla Hołowczyca ten odcinek był szczególny. Już wcześniej, na OS8, właśnie na próbie Rościszów–Lubachów, odniósł swoje 30. oesowe zwycięstwo w rundzie mistrzostw Europy. Kilka godzin później ten sam fragment trasy stał się miejscem decydującego ataku.
Hołowczyc i Wisławski pokonali Deppinga i Berßena o 10 sekund, odzyskali prowadzenie i nie oddali go już do mety. Po 20 odcinkach specjalnych, 323,53 km oesowych i trzech dniach walki wygrali Rajd Polski z przewagą zaledwie 12 sekund. Teoretycznie, przy średniej prędkości zwycięzców 112,1 km/h, 12 sekund odpowiadało zaledwie 373,6 m jazdy.
Skala pojedynku była wyjątkowa. Hołowczyc wygrał 13 odcinków specjalnych, Depping 10, a tylko jeden oes – OS13 – padł łupem kierowcy spoza tej dwójki. Był nim Yves Loubet, który ostatecznie zajął trzecie miejsce. Część odcinków kończyła się remisami, dlatego suma oesowych zwycięstw obu kierowców przekracza liczbę rozegranych prób.
Zwycięstwo, które zmieniło perspektywę
Dla Hołowczyca i Wisławskiego Rajd Polski 1996 był zwycięstwem o kilku znaczeniach. Przerwali prawie 20-letnie oczekiwanie na polski triumf w najważniejszym rajdzie w kraju. Pokonali mocnych rywali z europejskiej czołówki. Zdobyli ważne punkty w mistrzostwach Europy. A w kontekście RSMP – znacznie zbliżyli się do drugiego wspólnego tytułu mistrzów Polski.
Dla Hołowczyca był to również pierwszy z dziesięciu triumfów w rundach mistrzostw Europy. Zwycięstwo we Wrocławiu potwierdziło, że polska załoga może nie tylko rywalizować z najlepszymi na kontynencie, ale też wygrywać z nimi w bezpośredniej walce.
– Jeżeli wygraliśmy rajd do mistrzostw Europy, gdzie wcześniej byliśmy szczęśliwi, gdy Polak wbijał się do pierwszej dziesiątki, to trzeba było iść dalej. Trzeba było wierzyć, zbudować zespół i ruszyć – mówi dziś Hołowczyc. – Myślę, że ruszyliśmy wtedy machinę. Rajdy zdobyły popularność na poziomie narodowym, pojawili się sponsorzy, a rywalizacja w mistrzostwach Polski była naprawdę na bardzo wysokim poziomie – ocenił „Hołek”.
Rajd Polski 1996 pozostaje jednym z symboli tamtej epoki – sportowym dowodem, że start w polskiej rundzie mistrzostw Europy może być dla krajowej załogi nie tylko sprawdzianem, ale też przełomem.
Historia wraca na asfalt
Trzy dekady później Rajd Polski znów otwiera podobną opowieść. Po 21 latach rozgrywania na szutrowych odcinkach specjalnych wokół Mikołajek na Mazurach, impreza wraca na asfalt – tym razem w województwie śląskim. W 2026 roku będzie jednocześnie czwartą rundą FIA ERC i czwartą rundą KIQ RSMP.
Dla polskich załóg to znów będzie okazja, by porównać swoje tempo z europejską czołówką. Tak jak w 1996 roku, Rajd Polski stanie się miejscem spotkania krajowego czempionatu z międzynarodową rywalizacją. Historia sprzed 30 lat przypomina, że takie konfrontacje potrafią zmienić bieg kariery – i zostać w pamięci kibiców na dekady.
Od zwycięstwa Hołowczyca i Wisławskiego minęło 10 957 dni. Liczby nadal robią wrażenie: 795 km trasy, 323,53 km oesów, 20 odcinków, jedna sekunda różnicy po piątkowym etapie i 12 sekund przewagi na mecie. Ale najważniejsze pozostało to, co Krzysztof Hołowczyc pamięta do dziś – euforia na mecie i poczucie, że właśnie wydarzyło się coś przełomowego.
Materiał powstał przy współpracy i pomocy Janusza Szymanka, Jacka Gdowskiego i Karola Ferenca.


















